Język spalonej ziemi, czyli problem nienawiści w polskiej narracji politycznej

, napisane przez Hanna Sokolska

Język spalonej ziemi, czyli problem nienawiści w polskiej narracji politycznej
Młodzież Wszechpolska wystawiła „akty politycznego zgonu” 11 prezydentom miast

Morderstwo Pawła Adamowicza było czynem haniebnym i niewątpliwie wymagającym potępienia. Jednakże jest to jedynie symptom o wiele poważniejszej choroby, na którą cierpi polska przestrzeń publiczna. Nie ma bowiem znaczenia czy ataku dokonał zwolennik tej czy innej partii politycznej, istotne są słowa, które wykrzyczał – słowa, w których nienawistnie odniósł się do partii, z którą niegdyś związany był zmarły Prezydent. W momencie, w którym przemoc zrodzona z nienawiści ujawniła się w tak bolesny i szokujący sposób, warto się zastanowić skąd właściwie się ona bierze – dlaczego Polacy aż tak bardzo się nienawidzą, a tym bardziej dlaczego aż tak bardzo, i niemalże bezkarnie, mogą to czynić.

"Wolność słowa tylko dla tych, którzy nie potrafią mówić.
Polszczyzna tylko dla tych, którzy ją kaleczą."
- Marcin Świetlicki „Trzeci maja”

Korzenie nienawiści

Hipoteza Sapira-Whorfa zarówno w swojej mocnej jak i słabej formie zakłada, że to jakim językiem się posługujemy, kształtuje nasz sposób pojmowania świata i zachowań. Jej potwierdzeniem jest niejako historia XX wieku, w którym mowa nienawiści wobec ,,innego” okazała się tragiczna w skutkach. To jednak dopiero internet, a wraz z nim portale społecznościowe, przyniósł możliwość szerzenia jej na ogromną skalę, również w sposób oddolny i niemalże niekontrolowany. Nie dociera do nas, że nie można publicznie – a publicznie w tych czasach znaczy nie tylko w gazecie czy na zgromadzeniu, ale też na Twitterze czy Facebooku – życzyć komuś śmierci, czy wyzywać od kanalii i zdradzieckich mord, maleńkich dyktatorów, czy niewyżytych seksualnie brzydkich kobiet.

W poszukiwaniu rozwiązania

Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że, jak wskazuje raport brytyjskiej organizacji Article 19 z 2018 roku, polskie prawo karne odbiega od międzynarodowych standardów w zakresie mowy nienawiści. W efekcie nawet jeśli takowa wypowiedź zostanie zgłoszona do prokuratury, najpewniej sprawa zostanie umorzona. Opracowywane przez poszczególne portale społecznościowe algorytmy mające wychwytywać mowę nienawiści wciąż nie są na tyle zaawansowane, by umiejętnie balansować na cienkiej granicy pomiędzy usuwaniem wypowiedzi szerzących nienawiść czy naruszających czyjąś godność, a cenzurą – ograniczaniem wolności słowa. W następstwie wydarzeń z 13 stycznia zatrzymany został mężczyzna, który na Twitterze życzył śmierci prezydentom Poznania i Wrocławia. Zatrzymanie to nie oznacza jednak, że na pewno dojdzie do postępowania sądowego. Proponowane przez prezydentów Wrocławia i Warszawy programy lekcji o mowie nienawiści, spotkały się z zarzutami o szerzenie lewackiej propagandy. Jakby coś politycznego, było w uczeniu dzieci, że nawet tego, z kim się nie zgadzamy – czy to z przyczyn ideologicznych, czy jakichkolwiek innych – nie należy wyzywać i obrażać.

Wszyscy jesteśmy winni

Kwestia tego, w jaki sposób politycy i media, ale też my wszyscy wysławiamy się o polityce jest o tyle istotna, że wielkimi krokami zbliżają się dwie kampanie wyborcze – majowa do Parlamentu Europejskiego i jesienna parlamentarna. Oznacza to ponowne starcia dwóch odmiennych Polsk, posługujących się różnym językiem, niezwykle wobec siebie wrogich. Oczywiście, zamach na Prezydenta Gdańska mógłby spowodować jakąś głębszą refleksję na temat tego, jak kształtujemy dyskurs publiczny. Obserwując jednak narrację mediów państwowych w dniu śmierci Adamowicza, gdy opublikowany został materiał obwiniający znów tylko jedną stronę o używanie mowy nienawiści, można być pewnym, że te kampanie będą przebiegać podobnie do poprzednich, a więc przy użyciu tego, co literat Jacek Dehnel określił językiem spalonej ziemi. Jest to nieprzypadkowe zapożyczenie nazwy techniki wojennej – skoro wróg coś powiedział, to jego słowa muszą być zdradzieckie, przecież nienawiści wroga do naszej wspólnoty nie trzeba udowadniać. W ten sposób nakręca się wojna, w której bronią są słowa. Błędem jest jednak przypisywanie tej techniki tylko jednej stronie sporu – mowa nienawiści w Polsce spowszechniała, a język, którym posługują się środowiska opozycyjne nie jest wcale lepszy. Ile razy na manifestacjach słychać było słowa takie jak „Precz z Kaczorem dyktatorem”, wyśmiewanie stanu cywilnego czy wzrostu poszczególnych polityków. Wreszcie twierdzenie, że któryś z nich jest chory psychicznie – tak jakby stanowiło to obelgę, tym samym przyczyniając się do jeszcze silniejszej stygmatyzacji tych chorób.

Naruszenie praw człowieka?

Problem nie leży w tym, jak wyglądają ci u władzy – problemem są jej konkretne działania, nie wzrost czy brzydota rządzących. Problemem jest też to, że wciąż nie wypracowaliśmy mechanizmów prawnych, które pozwoliłyby na skuteczne ograniczanie szerzenia mowy nienawiści czy to w mediach tradycyjnych, czy w przestrzeni internetowej. Wreszcie problemem jest to, że umarzane są postępowania, takie jak to w sprawie „Aktów zgonu” wydanych przez Młodzież Wszechpolską, że w telewizji publicznej puszczane są materiały szerzące już nawet nie tylko mowę nienawiści, ale pomówienia, gdzie bezpodstawnie oskarża się poprzednią władzę o kradzież, szerzy się ksenofobię. Prawa zawarte chociażby w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych, ale też w polskiej Konstytucji – takie jak prawo do poszanowania godności i dobrego imienia – mają charakter powszechny. Nie możemy więc, podjudzani nienawiścią, naruszać cudzej godności. Władza ma obowiązek zapewnienia ochrony tych praw wszystkim, w tym przeciwnikom politycznym. Ci zaś, tak jak każdy inny obywatel RP, mają obowiązek ich przestrzegania.

Co dalej?

Wspomniany już wcześniej Dehnel w trakcie jednego z protestów pod Pałacem Prezydenckim w lipcu 2017 wygłosił przemówienie, którego fragment pozwolę sobie zacytować w ramach podsumowania:

Każdy i każda z nas, jedno bardziej, drugie mniej, w tym ja, musi zmienić swój język i, co za tym idzie, swoje myślenie. „Solidarność” odniosła sukces, bo była ruchem masowym, a była ruchem masowym, bo przywracała godność bardzo wielu grupom społecznym. Każdy z nas się liczy, kobieta i mężczyzna, duża i mały, homo i hetero, katolik, muzułmanin i ateistka, z miasta i ze wsi. Nikogo z nas nie możemy odpychać słowami, przeciwnie, musimy go włączać i szanować jego godność. Tylko tak ten kryzys może doprowadzić nas do zwycięstwa i lepszej, sprawiedliwszej Polski, w jakiej wszyscy chcielibyśmy mieszkać.”

Źródła:
- Polska: reagowanie na mowę nienawiści, Projekt 19, 2018
- The Sapir-Whorf Hypothesis today, Hussein, 2012
- https://www.facebook.com/jacek.dehnel/posts/10155646134484914 (dostęp 15.01.2019)

Vos commentaires

moderacja a priori

Attention, votre message n’apparaîtra qu’après avoir été relu et approuvé.

Qui êtes-vous ?

Pour afficher votre trombine avec votre message, enregistrez-la d’abord sur gravatar.com (gratuit et indolore) et n’oubliez pas d’indiquer votre adresse e-mail ici.

Ajoutez votre commentaire ici

Ce champ accepte les raccourcis SPIP {{gras}} {italique} -*liste [texte->url] <quote> <code> et le code HTML <q> <del> <ins>. Pour créer des paragraphes, laissez simplement des lignes vides.

Suivre les commentaires : RSS 2.0 | Atom